Biuletyn Informacji Publicznej strona główna Facebook
 

JAK ZŁY SEN

Przed wyjazdem Polonii na ostatni mecz rundy jesiennej do Jaworzna, niewielu było takich, którzy liczyli na dobry rezultat łaziszczan. Wprawdzie optymiści przebąkiwali o jednym punkcie, ale i te pobożne życzenia trzeba było odesłać do kąta. Na murawie jak zły sen wróciły koszmary z poprzednich meczów, czyli błędy, które bezlitośnie wykorzystali gospodarze, wygrywając ten mecz 3:0. Dobrze, że to już koniec pierwszej rundy i będzie czas nie tylko na refleksję, ale przede wszystkim na poprawę jakości gry.

Oba zespoły chciały szybko zdobytym golem, „ustawić” sobie mecz i później realizować ustalone wcześniej zadania taktyczne. Pierwsi, bliżsi tego celu byli łaziszczanie. W czwartej minucie obrońcy Szczakowianki uniemożliwili oddanie strzału Badurze, w dziesiątej – źle ustawił azymut Łęszczak, posyłając piłkę nad bramkę Budki. Na te nieudane akcje, swoimi odpowiedzieli gospodarze. W 13 minucie Walczak przegrał sytuację „sam na sam” z Szindlerem, dziewięć minut później, Niedzielski też nie nastawił dobrze celownika i strzelił obok bramki Polonii. Również następne trzy szanse stworzyli sobie miejscowi, ale w 17, 18 i 22 minucie ich nie wykorzystali. Dopiero na te działania, w 23 minucie akcją odpowiedzieli przyjezdni. Łęszczak podaniem „uruchomił” Smylę, ale ten posłał piłkę nad poprzeczkę bramki jaworznian. W odpowiedzi, zaatakował Leda, przegrywając pojedynek z Szindlerem. By zasada sinusoidy w tym fragmencie meczu była utrzymana, kolejna akcja była dziełem Polonii. Niestety, też bez skutku, gdyż Badura, podobnie jak poprzednicy, strzelił obok bramki. Podobnie było z dwiema kolejnymi sytuacjami Smyli oraz Gielzy. W 37 minucie po raz kolejny swymi umiejętnościami popisał się Szindler, ale dwie minuty później musiał wyjmować piłkę z siatki. Obrońcy Polonii pozwolili dojść do pozycji strzeleckiej Walczakowi, który strzałem za linii pola karnego, zdobył gola, dającego prowadzenie Szczakowiance. Przed przerwą wynik już nie uległ zmianie, choć zawodnicy obu zespołów oddali po jednym strzale.

Początek drugiej odsłony był dla przyjezdnych koszmarem. Zaledwie dwie minuty po wznowieniu gry, defensywa Polonii nie upilnowała Szymańskiego, który podwyższył prowadzenie na 2:0. Po tej stracie goście nie za bardzo mogli się pozbierać i dopiero w 54 minucie spróbowali zmienić bieg wydarzeń. Bez skutku. Ani Mazurek, ani Strzoda, ani Gielza, ani też Badura, pomimo prób, nie potrafili zdobyć kontaktowego gola, pozwalającego na „pozostanie” w meczu. Potem swoich sił próbowali Smyla, Just, Łęszczak Badura i Mazurek, ale piłka w żaden sposób nie potrafiła znaleźć drogi do siatki. Dwie sytuacje wypracowali też miejscowi, ale raz strzelali niecelnie, a raz dobrze zachował się Szindler. W 85 minucie w zespole Polonii zadebiutował 15-letni Bartosz Prochownik i szkoda, że ten debiut przypadł na mecz przegrany. Niestety, nie był to ostatni gol w tym spotkaniu. Gdy wszyscy myśleli już o zakończeniu spotkania, gospodarze przeprowadzili jeszcze jedną akcję, po której Walczak ustalił wynik spotkania na 3:0.

Szczakowianka Jaworzno – Polonia 3:0 (1:0)

Szczakowianka: Budka - Dębowski, Rodziewicz, Kiczyński, Szymański, Wdowik, Biskup (59 Smolik), Molenda, Walczak, Leda (70 Kravets), Niedzielski ( 63 Chrapek)

Trener: Andrzej Sermak.

Bramki: Walczak 2 – 39 i 90 min., Niedzielski – 47 min.

Żółte kartki: Kravets.

Polonia: Szindler - Gersok, Mazur, Otrzonsek (75 Drabik), Dubaniewicz (58 Strzoda), Badura, Mazurek, Wójcik (61 Just), Łęszczak, Smyla (85 Prochownik), Gielza

Trenerzy: Marek Mazur, Michał Majsner.

Żółte kartki: Gerskok, Łęszczak.

DERBY DLA ORŁA

Mecze derbowe mają to do siebie, że oprócz podwójnej dawki emocji, często kończą się niespodziewanymi rezultatami. Tak też było w ostatnich tegorocznych derbach powiatu mikołowskiego, pomiędzy Polonią Łaziska i Orłem Mokre. Faworytem tego spotkania byli gospodarze, ale jak się okazało, tylko na papierze. Na murawie górą byli piłkarze z Mokrego. Wygrali 2:1 i to oni mieli powód do zademonstrowania tańca zwycięstwa po ostatnim gwizdku arbitra.

W szóstej minucie goście wywalczyli rzut wolny, po którym piłkę w pole karne „wrzucił” były zawodnik Polonii – Dawid Oszek. Zrobiło się spore zamieszanie podbramkowe, w którym najlepiej zachował się Marcin Jurecki. „Dopadł” do piłki i umieścił ją w siatce. Gospodarze natychmiast ruszyli do odrabiania strat i szansę na wyrównanie mieli już w 15 minucie. Mateusz Mazurek zagrał ze skrzydła piłkę do Sebastiana Gielzy, ale ten strzelił nad poprzeczkę. Cztery minuty później piłka po wcześniejszych zagraniach Bartosza Wójcika z Ireneuszem Badurą, trafiła do Bartosza Smyli, lecz jego strzał obronił bramkarz. W 21 minucie szansę na podwyższenie wyniku miał Orzeł. Z rzutu wolnego strzelał Łukasz Kolasa, zmuszając do najwyższego wysiłku Rafała Franke, który tylko w sobie wiadomy sposób wybił piłkę w pole. Niestety, przy tej interwencji doznał bolesnego urazu. Polonia naciskała dalej, ale jej ataki łatwo rozbijała defensywa gości, którzy czekali na kontrę i kolejną szansę dla siebie. Wyprowadzili ją w 29 minucie, ale główka Oszka była mało precyzyjna. Dwie minuty po tej akcji, tym samym zrewanżowali się miejscowi, ale w tym przypadku strzał Mazurka obronił bramkarz. Drugi gol w tym meczu padł w 33 minucie, Również dla Orła. Gospodarze stracili piłkę na własnej połowie, ta trafiła do Kolasy, który z narożnika pola karnego strzelił w „długi” róg i było 2:0. Poważne widmo porażki zajrzało w oczy zawodników Polonii. Jeszcze raz ruszyli do ataku i tym razem skutecznie. W 40 minucie po indywidualnej akcji, kontaktowego gola strzelił Michał Łęszczak. W 42 minucie powinien być remis. W polu karnym faulowany był Gielza i sędzia bez wahania wskazał na „wapno”. Do ustawionej piłki podszedł Mazurek i strzelił. Strzał był jednak sygnalizowany i zbyt słaby, co wykorzystał Tomasz Michalik, wybijając piłkę w pole. To nie był koniec nieszczęść Polonii w tej połowie. W doliczonym czasie gry, na pozycji „sam na sam” z bramkarzem znalazł się Badura i zamiast do bramki, posłał piłkę obok słupka na aut.

Na drugą połowę Polonia wyszła z Tomaszem Szindlerem w bramce, gdyż kontuzja Rafała Franke okazała się poważniejsza, niż pierwotnie przypuszczano. Zgodnie z przypuszczeniami, gospodarze ruszyli do zmasowanych ataków. Robili to jednak bez pomysłu. Ataki środkiem były łatwe do zatrzymania przez defensywę Orła, a akcji skrzydłami było jak na lekarstwo. Ale i tak gospodarze stworzyli sytuacje do strzelania gola. W 58 minucie z 12 metrów strzelał Smyla, ale piłkę obronił Michalik. Podobnie jak w 64 minucie po strzale Gielzy. Czas upływał, Polonia nie mogła wyrównać i w końcu mało brakowało, by goście przypieczętowali sukces na kwadrans przed zakończeniem meczu. W 75 minucie po kolejnej nie wykorzystanej szansie na wyrównanie, kontrę wyprowadzili goście, a konkretnie Kolasa. Przegrał jednak pojedynek „sam na sam” z Szindlerem i Polonia jeszcze pozostawała w grze o punkty. Ostatnią szansę na uratowanie remisu, gospodarze zaprzepaścili w 83 minucie. Marek Mazur zagrał piłkę głową do Mazurka, który również główkował, ale po raz kolejny obok bramki. Potem było jeszcze kilka chaotycznych ataków Polonii, ale defensywa Orła, za każdym razem zdołała zażegnać niebezpieczeństwo i po upływie trzech doliczonych minut gry, mogła unieść ręce w geście radości.

Polonia mogła tego meczu nie wygrać, bo takie są reguły sportu. Ale nie powinna, a nawet nie mogła go przegrać. Choć nie zademonstrowała gry, która zadowoliłaby nawet mało wybrednych, to sytuacje do strzelenia drugiego miała wyśmienite. Choćby tylko te dwie z 42 i 45 minuty. Nawet jeśli nie jest się w najwyższej formie, to takie sytuacje trzeba wykorzystywać. A wtedy droga z murawy do szatni nie jest tak bolesna.

Polonia - Orzeł Mokre 1:2 (1:2)

Polonia: Franke (46 Szindler) - Gersok, Mazur, Otrzonsek, Strzoda (65 Skorupa), Wójcik, Łęszczak, Badura, Mazurek, Smyla (65 Just), Gielza.

Trenerzy: Marek Mazur, Michał Majsner.

Bramki: Łęszczak - 40 min.

Żółte kartki: Wójcik, Łęszczak.

Orzeł: Michalik - Andrecki, Wiercioch, Simon, Magnor, Badura, Rozumek (46 Idus), Badura, Kolasa (80 Janoszka), Nitecki (63 Grygny), Jurecki, Oszek (90 Frankowski).

Trener: Mateusz Karcz.

Bramki: Jurecki - 6 min., Kolasa - 33 min.

Żółte kartki: Magnor, Wiercioch

OSTATNIE DERBY ROKU

W najbliższą sobotę na Pol Arenie rozegrane zostaną ostatnie tegoroczne derby czwartej ligi powiatu mikołowskiego. Polonia podejmować będzie najbliższego sąsiada – Orła Mokre.

Po XV kolejkach rundy jesiennej Orzeł plasuje się na siedemnastym miejscu w tabeli, z siedmioma punktami na koncie. Na ten dorobek złożyło się jedno zwycięstwo oraz cztery remisy. W dziesięciu przypadkach piłkarze Orła kończyli mecze jako pokonani. Bilans bramkowy, to dziewięć goli strzelonych oraz 24 stracone. W meczach wyjazdowych Orzeł nie odniósł żadnego zwycięstwa. W dwóch przypadkach kończył spotkania remisami, pięciokrotnie przegrywał. Strzelił cztery bramki i 12 stracił.

Orzeł to jednosekcyjny klub piłkarski, mający swoje początki w roku 1922. Jest jedną z najstarszych organizacji sportowych na terenie powiatu mikołowskiego. Funkcjonował obok sąsiadów z piłkarskimi tradycjami, stąd też przez lata utrzymanie się na powierzchni było sukcesem. Grał w niższych klasach rozgrywkowych i dopiero w tym roku po raz pierwszy awansował do czwartej ligi. Jest zatem absolutnym beniaminkiem tej klasy rozgrywek. Prezesem klubu jest Wojciech Martan, a trenerem – Mateusz Karcz.

Choć stadiony obu klubów oddalone są od siebie zaledwie o trzy kilometry, to historia spotkań ligowych drużyn jest krótka, gdyż grały ze sobą tylko cztery razy w lidze okręgowej. Pierwszy raz zmierzyły się ze sobą 20 września 2012 roku w Mokrem, gdzie zwycięstwo 2:1 odniósł Orzeł. W rundzie wiosennej Polonia zrewanżowała się z nawiązką, zwyciężając 4:0. W następnym sezonie (2003/2004) w Mokrem Polonia pokonała Orła 7:0 i było to najwyższe wyjazdowe zwycięstwo Polonii w historii klubu. W rewanżu odnotować należy również zwycięstwo Polonii, tym razem 6:2. W sumie w tych czterech meczach łaziszczanie strzelili 18 bramek i stracili dwie. Najwięcej goli dla Polonii zdobyli: Artur Kopytko - cztery oraz Szymon Szołtysek i Wojciech Struś po trzy.

W ostatniej kolejce Orzeł zremisował na własnym boisku z GKS-em Radziechowy 2:2, grając w składzie: Michalik, Andrecki, Badura, Jurecki, Kolasa (65 Nitecki), Ostrowski (46 Magnor), Oszek, Rozumek (70 Janoszka), Simon, Tide (66 Frankowski), Wiercioch. Obie bramki dla Orła zdobył Oszek.

Przedostatni mecz rundy jesiennej pomiędzy Polonią i Orłem Mokre, rozegrany zostanie w najbliższą sobotę, 12 listopada o godzinie 13.00, na Stadionie Miejskim w Łaziskach Górnych, przy ulicy Sportowej 3. Szykują się spore emocje, więc kibiców nie powinno zabraknąć. Zapraszamy!

Z PIEKŁA DO NIEBA I Z POWROTEM DO PIEKŁA...

...tak najkrócej można określić mecz Polonii z rezerwami Podbeskidzia. Gospodarze przegrywali 0:2, by dojść rywala na 2:2, a potem stracić dwa kolejne gole i przegrać mecz 2:4.

Polonia przegrała mecz z rywalem, który w tym sezonie zaprezentował najlepszą grę z drużyn goszczących na Pol Arenie. Dobre wyszkolenie techniczne, dobre przygotowanie fizyczne i kilku zawodników w składzie potrafiących kierować poczynaniami „młodzieży”, były atutami bielszczan. Polonia miała szansę na „dowiezienie” remisu, ale nie można było w ostatnim fragmencie meczu popełnić błędów, które zawodnicy gospodarzy popełnili. I to one zadecydowały o porażce.

Goście „ustawili” sobie mecz tuż po jego rozpoczęciu. Już w drugiej minucie po rzucie wolnym, obrońcy Polonii zbyt blisko wybili piłkę, doszedł do niej Walkiewicz i strzałem z woleja umieścił ją w okienku bramki strzeżonej przez Rafała Franke. Przez następne 20 minut trwała wymiana „ciosów”, z tym że częściej przy piłce byli goście. W 21 minucie gospodarze stanęli przed szansą wyrównania. Gielza przejął piłkę na środku boiska, podholował ją do pola karnego i strzelił. Niestety minimalnie nad poprzeczkę. Sześć minut później pojawiła się druga szansa na gola. Polonia wyprowadziła kontrę, po której Mazurek z pięciu metrów strzelił obok słupka. I po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie o zmarnowanych sytuacjach. W 35 minucie w zamieszaniu podbramkowym gola strzelił Jakubik i goście prowadzili 2:0. miejscowi jednak walczyli o swoją bramkę. W 45 minucie po kolejnej kontrze lewą stroną, dośrodkował Badura, a Mazurek głową skierował piłkę do bramki. Gospodarze schodzili na przerwę z golem kontaktowym.

Na drugą połowę podopieczni Marka Mazura i Michała Majsnera wyszli mocno zmotywowani, z wolą odrobienia strat. Zaatakowali z pasją, stwarzając sytuacje bramkowe. W 50 minucie, po rzucie wolnym Mazurka, Mazur główkował w boczną siatkę, w 53 minucie Smyla strzelał z dystansu, ale obok słupka, w 59 minucie po składnej akcji zespołu, Mazurek znalazł się w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem, ale ten wybił piłkę na rzut rożny. Piłkę z narożnika centrował Badura, najwyżej wyskoczył Wójcik i wyrównał na 2:2. Polonia napierała dalej, stwarzając kolejne sytuacje bramkowe. Mieli je między innymi Smyla i Badura. W odpowiedzi bielszczanie „opieczętowali” słupek bramki Polonii. I kiedy wydawało się, że gospodarze strzelą trzeciego gola, w 77 minucie Mazur nie upilnował Wajdzika, który strzałem w „długi róg”, odzyskał prowadzenie dla Podbeskidzia. Gospodarze próbowali jeszcze „szarpnąć”, ale bez skutku. Natomiast czwartą bramkę strzelili przyjezdni. W 90 minucie Mazurek stracił piłkę, ten prezent wykorzystał Jakubik, strzelając drugą dla siebie i czwartą bramkę dla drużyny, ustalając wynik na 4:2 dla Podbeskidzia.

Polonia - Podbeskidzie II Bielsko 2:4 (1:2)

Polonia: Franke - Gersok, Mazur, Otrzonsek, Dubaniewicz, Wójcik, Łęszczak, Badura, Smyla (83 Just), Mazurek, Gielza.

Trenerzy: Marek Mazur, Michał Majsner.

Bramki: Mazurek - 45 min., Wójcik - 60 min.

Żółte kartki: Dubaniewicz, Wójcik.

Pobeskidzie: Felsch - Widełka, Menzel (62 Cieńciała), Wawszczyk, Szymański, Walkiewicz, Jakubik, Gutowski (83 Jonkisz), Oczko, Chmielewski, Majdzik.

Trener: Piotr Bogusz.

Bramki: Walkiewicz - 2 min., Jakubik - 30 i 90 min., Wajdzik - 77 min.

Żółta kartka: Wawszczyk

MAJĄ PATENT NA LIDERÓW

Polonia ma patent na zespoły, które liderują rozgrywkom. W poprzednim sezonie zremisowała w Turzy Śląskiej z Unią, opóźniając turzanom świętowanie wygrania ligi, w bieżącej edycji rozgrywek w Jasienicy podopieczni Marka Mazura i Michała Majsnera wygrali z ówczesnym liderem – Drzewiarzem, a w sobotę nie oddali pola „rewelacji rozgrywek”, GKS-owi Radziechowy, wywożąc po remisie 1:1 z trudnego terenu jeden punkt. Punkt, który cieszy i napawa optymizmem przed końcówką rundy, gdyż w ostatnim czasie Polonia złapała „zadyszkę” i nie prezentowała dobrej gry. Wygląda na to, że łaziszczanie kryzys formy mają za sobą.

Już w pierwszej akcji łaziszczanie pokazali, że nie przyjechali do Radziechów bronić dostępu do własnej bramki. W drugiej minucie mogli sobie w pewnym sensie ustawić mecz, gdyż po akcji i strzale Mateusza Mazurka, piłka wylądowała na słupku. Po tym dzwonku alarmowym, niewielką przewagę uzyskali miejscowi, ale defensywa Polonii grała rozsądnie i skutecznie. W ósmej minucie Rafała Franke chciał sprawdzić Hałat, ale jego strzał z bliskiej odległości, pewnie obronił golkiper Polonii. Trzy minuty później akcją odpowiedzieli przyjezdni. Z rzutu wolnego centrował Mazurek, główkował Marek Mazur, ale piłka przeleciała nad bramką. Mecz nabrał rumieńców, kiedy akcją zakończoną strzałem nad poprzeczkę odpowiedzieli gospodarze. Zgodnie z tą zasadą ta kolejna należała do Polonii. Badura zagrał do Gielzy, ale strzał Sebastiana zablokowali obrońcy. W 24 minucie doszło do dużego zamieszania pod bramką gości, ale bez konsekwencji bramkowej. Końcówka pierwszej połowy toczyła się pod dyktando GKS-u, ale defensywa Polonii nie powtórzyła błędów z poprzednich spotkań i pierwsza część meczu zakończyła się bezbramkowym remisem.

Przerwa w szatni lidera musiała być gorąca, bo po wznowieniu gry i akcji przez Polonię, od 52 minuty gospodarze rozpoczęli szturm na bramkę Rafała Franke. W 52, 53, 57, 60 i 61 minucie gospodarze przeprowadzili akcje kończone strzałami, ale wszystkie zatrzymywali obrońcy albo Franke. Niestety, w 63 minucie szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy. Do piłki po „wrzutce” w pole karne Polonii dopadł Marcin Brytek, przepchnął obrońców i umieścił piłkę w siatce. Radziechowianie pokazali, że nie są „malowanym liderem”, ale prowadzeniem długo się nie cieszyli. Cztery minuty później, Polonia zrewanżowała się podobną akcją. Piłkę po centrze w pole karne główką do Łęszczaka zagrał Mazur, a Michał wiedział, co ma z nią robić. Goście odetchnęli. Pięć minut później pojawiła się szansa na objęcie prowadzenia, ale defensywa miejscowych powstrzymała szarżę Bartosza Justa. GKS chciał jednak zakończyć mecz z kompletem punktów i w ostatnich minutach jeszcze raz ruszył do ataku. W ostatnich pięciu minutach meczu stworzył pod bramką Polonii trzy groźne sytuacje zakończone strzałami, ale piłka albo mijała światło bramki, albo znalazła się w rękach Rafała Franke. Wynik nie uległ zmianie, a łaziszczanie wracali do domu z podniesioną głową.

GKS Radziechowy-Wieprz - Polonia Łaziska 1:1 (0:0)

GKS Radziechowy-Wieprz: Łukasz Byrtek - Janik, Dudka, Jaroszek, Noga, Szymon Byrtek, Pindel, Marcin Byrtek, Motyka, Trzop (77 Błasiak), Hałat (77 Czernek).

Trener: Maciej Mrowiec.

Bramka: M. Brytek – 63 min.

Polonia Łaziska: Franke – Gersok (59 Drabik), Mazur, Otrzonsek, Dubaniewicz, Badura (72 Just), Mazurek, Gielza, Smyla (85 Strzoda), Wójcik, Łęszczak.

Trenerzy: Marek Mazur, Michał Majsner.

Bramka: Łąszczak – 67 min.

Żółte kartki: Mazur, Mazurek.

MECZ NA ZERO

Ulubione powiedzenie trenerów piłkarskich, to gra „na zero z tyłu”. Polonia w 13 kolejce rundy jesiennej grała z Granicą Ruptawa. Nie tylko na „zero z tyłu”, ale i na „zero z przodu”. Był to najsłabszy mecz Polonii na własnym boisku w tej edycji rozgrywek. Bez polotu, bez pomysłu, bez szybkości i bez zagrożenia dla bramki rywala. W efekcie takiej gry, łaziszczanie mogą do swego konta posiadania jeden punkt. Nie ten zdobyty, bo ten mecz trzeba rozpatrywać w kontekście stracenia w nim dwóch punktów. „Zwyżka” formy potrzebna od już!

Pierwsza połowa toczyła się po dyktando gości. Już w pierwszych pięciu minutach meczu, ruptawianie dwukrotnie „zamieszali" pod bramką Polonii, dwukrotnie też zmuszając do interwencji Rafała Franke. Generalnie miejscowi oddali rywalowi środek pola, co pozwalało zawodnikom Granicy konstruować akcje ofensywne. W sumie w tej części meczu przyjezdni wywalczyli cztery rzuty rożne, oddali pięć strzałów na bramkę gospodarzy, w tym dwa razy strzały te zmusiły golkipera Polonii do maksymalnego wysiłku. Mało tego, w 40 minucie po rzucie rożnym, Herasymov „opieczętował" słupek bramki Polonii. Gospodarze - pierwszą akcję przeprowadzili w 26 minucie, a pierwszy strzał na bramkę oddał w 38 minucie Gielza. Do tego można dodać wprowadzoną w 42 minucie kontrę i to były wszystkie ofensywne poczynania Polonii w pierwszej części meczu.

Druga połowa była odzwierciedleniem pierwszej, z jednym wyjątkiem. Polonia poprawiła grę o jeden element - nie dopuszczała tak często rywala pod własną bramkę. W poczynaniach ofensywnych godne odnotowania są trzy akcje: strzał Justa po indywidualnej akcji i dwie sytuacje Mazurka. W pierwszej, zamiast decydować się na strzał, podawał do Gielzy, w drugiej (była to ostatnia akcja meczu) po rajdzie, oddał strzał nad poprzeczkę. Natomiast przyjezdni po kilkunastu minutach tej połowy, zaczęli pilnować wyniku i dopięli swego. „Dowieźli” bezbramkowy remis, który był dla niech sukcesem, a Polonii chluby nie przyniósł.

Polonia - Granica Ruptawa 0:0

Polonia: Franke - Gersok, Skorupa, Otrzonsek, Dubaniewicz, Mazurek, Strzoda, Gielza, Smyla (60 Badura), Wójcik, Sadłocha (46 Just).

Trenerzy: Marek Mazur, Michał Majsner.

Żółte kartki: Dubaniewicz, Franke, Gersok.

Granica: Paś - Mizia, Muras, Gryta (65 Gabrysiak), Trzaskoma (85 Stuchalik), Herasymov, Kowal, Syrek, Kasprzak, Horubała (78 Zbytnik), Lorenc.

Trener: Adam Śmigielski

Żółte kartki: Syrek, Lorenc, Kowal, Kasprzak.

KOSZTOWNE BŁĘDY

Polonia przegrała w Knurowie z Concordią 1:4 i w kontekście zajmowanych miejsc w tabeli, jest to dla niej pogrom. Nie można powiedzieć, że łaziszczanie „nic nie grali”, bo stworzyli tyle sytuacji bramkowych, że nawet przy stracie czterech goli, powinni ten mecz wygrać. Jak powiedział jeden z miejscowych kibiców – Polonia grała, a bramki strzelała Concordia. A strzeliła ich aż tyle, bo defensywa Polonii sprawiła im prezenty. Wszystkie cztery gole padły po szkolnych błędach obrońców. To nie jedyna strata Polonii, gdyż w 75 minucie kontuzji doznał Artur Korcz i opuścił stadion w karetce pogotowia. A swoją drogą, jak tu nie wierzyć statystykom. Z 17 meczów tych drużyn, Polonia wygrała tylko trzy!

W drugiej minucie po rzucie rożnym, szansę na oddanie groźnego strzału mieli gospodarze, ale zabrakło im dokładności. W odpowiedzi, dwie minuty później strzał z 18 metrów oddał Mazurek, ale minimalnie chybił. Po kolejnych czterech, po rzucie rożnym niecelnie strzelał Mazur, a następnie w 19 minucie w kontrze łaziszczanom zabrakło dokładności. I kiedy wydawało się, że Polonia ma mecz pod kontrolą, w 21 minucie po rzucie rożnym dla gospodarzy, środkowi obrońcy zostawili „korytarz”, który wykorzystał Bartoszewicz, pokonując strzałem z 16 metrów Rafała Franke. Goście odpowiedzieli akcją po wznowieniu gry, ale strzał Dubaniewicza był mocno niecelny. Łaziszczanie chcąc odrobić stratę, konstruowali kolejne akcje zaczepne. Nic to jednak nie dało. Za to w 30 minucie pojedynek biegowy z Zielińskim przegrał Mazur, co skończyło się stratą drugiego gola. Sytuacja Polonii stała się skomplikowana, tym bardziej, że ich chwilowe „zamroczenie” starali się wykorzystać miejscowi. Na szczęście nie wykorzystali swojej szansy, a przyjezdni zdołali się „pozbierać” i nadal wierzyli w swoją szansę. Udało im się skonstruować kilka ataków i zagrozić bramce Kuczery. W sytuacji „sam na sam” z nim znalazł się Gielza, ale nie wiedzieć czemu, boczny sędzia pokazał spalonego, potem niecelnie strzelał Smyla, a dwa strzały Mazurka były bliskie celu. Pierwszym piłkę zatrzymał bramkarz Concordii, po drugim, piłka „opieczętowała” słupek. Wynik do przerwy się nie zmienił.

Po wznowieniu gry, Polonia ruszyła do ataku. Bez skutku i tym samym starali się odpowiedzieć knurowianie. Bliżej strzelenia gola byli jednak goście. Szczęścia próbowali: Smyla, Mazurek, Gielza. Żadnemu z nich nie udało się jednak pokonać Kuczery. Wreszcie w 62 minucie padł gol kontaktowy. Dubaniewicz zagrał do Smyli, ten „uruchomił” Mazurka, który dopełnił formalności. W szeregi Polonii ponownie wróciła nadzieja, ale boiskowe wydarzenia przyjęły zły obrót. Najpierw miało miejsce opisane na wstępie zajście z Korczem, a potem kilku dogodnych sytuacji do wyrównania nie wykorzystali napastnicy i pomocnicy Polonii. A czas upływał, powodując nerwowość w poczynaniach łaziszczan. I stało się. W 86 minucie Gersok dał sobie założyć „siatkę” nikt go nie asekurował, co doskonale wykorzystał Gajek, strzelając trzecią bramkę dla Concordii. Strata tego gola zupełnie rozkojarzyła zespól gości, a to bezwzględnie wykorzystali gospodarze. W 89 minucie strzelili w słupek, a w doliczonym czasie gry, po kolejnej „drzemce” obrońców Polonii, kropkę nad „i” czwartym golem postawił Zieliński. Taka porażka musi boleć!

Concordia Knurów – Polonia Łaziska 4:1 (2:0)

Concordia: Kuczera - Przesdzing, Walkowski, Szczurek, Kominiak, Karwowski (61 Gajek), Czajka (62 Buchalik), Górka (74 Lipka), Mikulski, Bartoszewicz (58 Stebel), Zieliński.

Trener: Marek Motyka

Bramki: Bartosiewicz – 21 min., Zieliński 2 – 30 i 90 min., Gajek – 86 min.

Żółte kartki: Lipka, Stebel

Polonia: Franke - Łęszczak, Mazur, Skorupa, Strzoda, Drabik (46 Just), Sadłocha, Mazurek, Dubaniewicz, Smyla (64 Korcz, 77 Gersok), Gielza.

Trenerzy: Marek Mazur, Michał Majsner

Bramka: Mazurek – 62 min.

PODTRZYMANE SERIE

Polonia remisem 1:1 z Beskidem w Skoczowie, podtrzymała dwie serie. Pierwszą, z bieżącego sezonu - rozegrała siódmy mecz z rzędu bez porażki w rundzie jesiennej, drugą, mniej chlubną - nadal nie wygrała w Skoczowie. Generalnie był to trudny mecz. Gospodarze drużynie z czoła tabeli przeciwstawili ogromną wolę walki, utrudniając tym samym podopiecznym Marka Mazura i Michała Majsnera grę. Z kolei goście widząc, że meczu nie mogą wygrać, zrobili wszystko, żeby go nie przegrać. I nie przegrali.

Początek meczu toczył się pod dyktando Polonii. W pierwszej, trzeciej i piątej minucie doszło do gorących spięć pod bramką gospodarzy, ale zdołali się oni wybronić. Po siedmiu minutach uporządkowali grę i w dziewiątej oraz 12 minucie wyprowadzili groźne kontry, ale skończyło się na strachu na ławce Polonii. Ta w 19 minucie zrewanżowała się kontrą, którą minimalnie niecelnym strzałem głową zakończył Gielza. Dwie minuty później walkę o piłkę w środku pola przegrał Wójcik, ta trafiła do Małojurka, który znalazł się w sytuacji „sam na sam na sam” z Rafałem Franke i celnym strzałem dał gospodarzom prowadzenie. Po tym golu nastąpił okres optycznej przewagi miejscowych, którzy agresywnym kryciem, zmusili gości do niedokładnych podań i strat piłki. Odpowiedzią Polonii na taką grę była główka Łęszczaka po rzucie wolnym w 38 minucie, po której piłkę efektowną paradą obronił Trojanowski. I kiedy wydawało się, że przed przerwą nic się nie zmieni, Polonia w doliczonym czasie gry zaatakowała. Z prawej strony zacentrował Badura, po przeciwnej stronie piłkę przejął Wójcik, zagrał wzdłuż bramki, a tam przy słupku znalazł się Gielza i głową skierował piłkę do siatki. Sędzia już gry nie wznawiał. Była to klasyczna bramka „do szatni”.

Na drugą odsłonę Polonia wyszła z dwiema zmianami. Uszczelniły one środek pola i w tej strefie toczyła się większość akcji. Było dużo walki w wykonaniu zawodników obu zespołów, ale sytuacji podbramkowych mniej, niż w pierwszej połowie. Polonia zawiązała kilka akcji z przewagą trzech na dwóch lub czterech na trzech zawodników, ale brakowało efektu finalnego, w postaci „ciągu” na bramkę rywala. Sytuacje, po których goście mogli wyjść na prowadzenie, stworzyli w 76 i 80 minucie. W pierwszej, w zamieszaniu podbramkowym, piłka trafiła do Korcza, który uderzył tylko w słupek. W drugim przypadku strzał Badury obronił bramkarz. W ostatniej minucie niespodziewanie gola mogli strzelić gospodarze. Do spadającej piłki doszedł na 30 metrze Zaremski, strzelił z woleja jak „z armaty”, ale na szczęście dla Rafała Franke, piłka przeleciała obok słupka. Na tej akcji arbiter zakończył spotkanie.

Beskid Skoczów - Polonia 1:1 (1:1)

Beskid: Trojanowski - Marek (77 Lech), Zaremski, Sornat, Grześ, Ihas, Padło, Ferfecki, Janik (67 Bujok), Bezeg, Małyjurek (90 Kisała).

Trener: Mirosław Szymura

Bramka: Małyjurek - 21 min.,

Żółta kartka: Zaremski.

Polonia: Franke - Łęszczak, Gersok, Mazur, Dubaniewicz, Badura, Mazurek, Smyla (46 Korcz), Wójcik, Sadłocha (46 Drabik), Gielza.

Trenerzy: Marek Mazur, Michał Majsner

Bramki: Gielza - 45 min.

Żółta kartka: Wójcik

SKROMNE ZWYCIĘSTWO POLONII

Na półmetku rundy jesiennej Polonia odniosła piąte zwycięstwo ligowe z rzędu. W najskromniejszych rozmiarach, ale dopisała do konta posiadania trzy punkty i ma już tylko jedno „oczko” straty do lidera.

W meczu drużyny z czołówki tabeli z zespołem z dolnych rejonów, oczekiwania w stosunku do tego pierwszego są zawsze wysokie. Przynajmniej w temacie ilości strzelonych bramek. A takie mecze zawsze gra się trudno, jako że „maluczcy” zawsze na spotkanie z mocnymi ekipami, potrafią się maksymalnie zmobilizować. Taką też mobilizację widać było w ekipie sobotniego rywala Polonii – Wilków z Wilczy. Wilki starały się „ugryźć” zespół kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa, ale ten im na to nie pozwolił, choć kilka razy „zęby” rywala były blisko. W tym, jak się okazało trudnym meczu, gospodarze potrafili jednak strzelić gola, zachować czyste konto i ten mecz wygrać. A swoją drogą, gdyby w kilku sytuacjach nie szwankowała skuteczność, zwycięstwo mogło być okazalsze.

Ku zaskoczeniu wszystkich, pierwsi sytuacje bramkowe wypracowali sobie goście. Już w ósmej minucie na bramkę gospodarzy strzelał Gajewski, ale piłka padła łupem Rafała Franke. W 25 minucie było jeszcze groźniej, lecz i w tym przypadku golkiper Polonii sobie poradził, wybijając piłkę na róg. 11 minut później gospodarze stanęli przed szansą objęcia prowadzenia. W polu karnym faulowany był Łęszczak, za co arbiter podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Gielza, strzelił, ale ten strzał odbił przed siebie Matras. Podobnie jak dobitkę Sebastiana i to on został bohaterem tej akcji. W ten sposób na przerwę oba zespoły schodziły z czystymi kontami.

Po zmianie stron, ponownie pierwsi zaatakowali przyjezdni, niepokojąc w 50 minucie strzałem Rafała Franke. Dziesięć minut później gospodarze odetchnęli z ulgą. Z rzutu rożnego Mazurek zagrał do Badury, który skutecznie strzelił zza linii polka karnego. Matras wprawdzie próbował odbić piłkę, ale ta i tak ugrzęzła w siatce. Teraz gospodarze poszli za ciosem i już dwie minuty później przed szansą podwyższenia prowadzenia stanął Mazurek, ale jego strzał był minimalnie niecelny. Podobnie jak po kolejnych 60 sekundach po strzale Gielzy. Niecelnie strzelał też w 74 minucie Drabik oraz w 85 – Wójcik. Goście odpowiedzieli na te próby jednym „uderzeniem” w 70 minucie (Gajewski), ale na posterunku był Franke. Okazja do postawienia kropki nad „i” przez gospodarzy, pojawiła się jeszcze w doliczonym czasie gry. W ostatniej akcji meczu, w sytuacji „sam na sam” z Matrasem znalazł się Gielza, ale Matras zdołał odbić piłkę, do której dopadł Mazurek. Strzelił mocno i tylko „opieczętował” słupek.

Polonia Łaziska - Wilki Wilcza 1:0 (0:0)

Polonia: Franke - Łęszczak, Mazur, Skorupa, Dubaniewicz, Drabik (80 Strzoda), Wójcik, Smyla (69 Korcz), Badura, Mazurek, Gielza.

Trenerzy: Marek Mazur. Michał Majsner

Bramka: Badura - 60 min.

Żółte kartki: Mazurek i Badura

Wilki Wilcza: Matras, Rajca, Steuer, Saborowski (83 Jóźwik), Kaczmarek, Gajewski, Kravtsiv, Gierczak, Żyrkowski (80 Kopczyński), Zalesiński (46 Mąka), Mnochy (64 Tabiś).

Trener: Jacek Wiśniewski

Żółte kartki: Gajewski, Kopczyński, Kravtsiv

POLONIA SPŁASZCZYŁA TABELĘ

Po zwycięstwie nad LKS-em Czaniec, Polonię czekał test prawdy na boisku lidera w Jasienicy. Zdała go celująco, gdyż nie tylko wygrała 2:1, ale pokazała też dobrą grę. Zdobywając trzy punkty, zniwelowała dystans do lidera do trzech punktów, spłaszczając tym samym tabelę. Teraz jedna kolejka może przewrócić układ sił w czołówce.

Oba zespoły rozpoczęły grę z respektem przed rywalem, stąd też w pierwszym kwadransie na murawie było więcej „piłkarskich szachów” i badania sił, niż akcji niosących w zalążku bramkę. Praktycznie poza dwoma niegroźnymi strzałami z dystansu i próbami kontr, nie było akcji godnych odnotowania. Dopiero po 17 minutach meczu, przewagę w polu uzyskała Polonia, a jej efektem były dwa rzuty rożne z rzędu. W 21 minucie na chwilę zdrzemnęła się obrona Polonii i zapachniało golem dla Drzewiarza. Na szczęście napastnicy gospodarzy pogubili się pod bramką gości i skończyło się na strachu. To ostrzeżenie goście zbagatelizowali i dwie minuty później, drugą składną akcję przeprowadzili miejscowi. Strzałem zakończył ją Kozielski, ale Franke nie dał się zaskoczyć i jeszcze raz się upiekło. Bezradny był dwie minuty później. Odbił wprawdzie strzał Kozielskiego, ale nikt go nie asekurował i po dobitce Gajdy, musiał wyjmować piłkę z siatki. Polonia szybko ruszyła do odrabiania strat. Była tego blisko w 39 i 43 minucie. W 39 piłkę po strzale Wójcika z rzutu wolnego nad poprzeczkę „przeniósł” bramkarz Drzewiarza, w 43 minucie strzał Mazurka odbił przed siebie Szymala, a dobitka Gielzy poszybowała „w niebo”. Gol dla Polonii jednak padł. W 45 minucie akcję ze środka pola rozpoczął Gielza, zagrał w pole karne, tam przyjął ją Łęszczak, „związał” obrońcę, podał do Smyli, który strzałem w długi róg, wyrównał na 1:1. Ale to nie był jeszcze koniec emocji. W doliczonym czasie gry, najpierw okazję do podwyższenia wyniku mieli goście, a potem dwie gospodarze. Przy pierwszej i strzale Kozielskiego, refleksem wykazał się Franke, a w ostatniej sekundzie pierwszej połowy, gola z pięciu metrów strzelił „Panu Bogu w okno”.

Druga część meczu rozpoczęła się od przewagi Drzewiarza, który był bliski ponownego objęcia prowadzenia. W 49 minucie gospodarze „rozklepali” obronę Polonii i tylko refleks bramkarza uchronił ją od straty gola. To był sygnał dla przyjezdnych, że chcąc uniknąć kłopotów pod własną bramką, najlepiej przejść do ofensywy. I przeszli. W 51 minucie dwójkowa akcja duetu Gielza - Mazurek, zakończyła się strzałem tego pierwszego, ale piłka minimalnie przeleciała obok słupka. Pięć minut później goście dopięli swego. Z rzutu rożnego centrował Mazurek, dośrodkowanie głową przedłużył Mazur, a dzieła dopełnił Wójcik. Strzelony przez niego gol, był 2100 golem w historii „nowej” (licząc od roku 1977) Polonii. Lider stojąc „pod ścianą”, zaczął atakować. Gospodarze uzyskali przewagę, ale w bramce Polonii znakomicie spisywał się Rafał Franke, wspomagany przez ofiarnie grających kolegów. I choć arbiter przedłużył mecz o cztery minuty, to wynik nie uległ zmianie i taniec zwycięstwa wykonali zawodnicy Polonii.

Drzewiarz Jasienica - Polonia 1:2 (1:1)

Drzewiarz: Szymala - Gola, Studencki, Chojnacki, Sekuła (77 Stawicki), Kuder, Gajda (59 Gołuch), Wojtasik, Kozielski (59 Łoś), Romanowicz, Łaciak (29 Basiura).

Trener: Wojciech Jarosz

Bramki: Gajda - 35 min.

Polonia: Franke - Łęszczak (85 Otrzonsek), Mazur, Skorupa, Dubaniewicz, Gersok, Mazurek, Gielza, Sadłocha (46 Drabik), Wójcik, Smyla (72 Strzoda).

Trenerzy: Marek Mazur, Michał Majsner

Bramki: Smyla - 45 min., Wójcik - 56 min.

 
 [1] 2
Stron: (2)
 
   
Na tej stronie wykorzystuje się pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach statystycznych. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację warunków.
 
Oficjalny serwis Urzędu Miejskiego w Łaziskach Górnych, regulamin użytkowania i polityka prywatności serwisu.
e-mail: wog@laziska.um.gov.pl